-Michiru-
cz.2

Nie chciała być moją modelką . Zabolała mnie jej odmowa. To był dobry plan. Byłybyśmy w końcu same. Miałabym okazję wszystko jej opowiedzieć, wytłumaczyć. Czas tak nagli… Nie mogę dłużej czekać! Moje wizje są coraz częstsze. Zaczynam już od tego wariować!

-”Proszę, Michiru-san. Latte z dwiema łyżeczkami cukru.”
-”Dziękuję, Elzo.”

W Crown było dziś bardzo tłoczno. Boksy wypełnione były uczniami po brzegi. Zapomniałam, że dziś koniec roku szkolnego! Dla dzieciaków zaczęły się wakacje. Mogą wkońcu odpocząć, spełniać plany, zabawić się.

-„Biedni. Wszyscy zginą...”- wyszeptałam.

-”Mówiłaś coś?„- zapytała Elza.-”Słuchaj, przykro mi, że Haruka Ci odmówiła.”

-”Nic nie szkodzi.”- dodałam ze spokojem.

Uśmiechnęłam się, choć w środku krzyczałam! Kończył się czas. Potrzebowałam Haruki! Teraz! Natychmiast! Za wszelką cenę! Czemu ona musi być tak uparta?! Przecież ma te same sny, co ja. Jestem tego pewna. Muszę zaryzykować jeszcze raz. Rejs luksusowym statkiem będzie idelanym pretekstem do spotkania. Elza mi w tym pomoże.

Często wygarniałam sobie, że nie zważając na nic, chciałam zrobić z Ruki wojowniczkę. Byłam młoda, zagubiona. Zostałam sailorką w najmniej nieoczekiwanym momencie. Nie byłam na to gotowa! Miałam marzenia, określone priorytety. Żyłam malarstwem i muzyką. Kochałam to nad życie. Światowej klasy artyści wróżyli mi przyszłość pełną perspektyw i duchowego spełnienia. Na próżno…


W jednej chwili moje marzenia runęły, jak domek z kart. Dziś już wiem, że wzięcie do ręki magicznej pałeczki było dla mnie dobrym wyborem. Gdyby nie to, nie poznałabym Haruki. Los jednak chciał, że drogi naszego życia połączyły się na zawsze.

***

Copyright

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

JEDNORAZÓWKA

Pisane będą Jednorazówki, w nawiązaniu do Sailor Moon :) Materiały zwiazane z opowiadaniem zostały w Polsce. Ja osobiście wyemigrowałam :) Nie było mnie prawie rok :) Obowiązki wzgledem drugiego dziecka wzieły gorę nad Hobby :) Ale juz jestem i będę NADAL :)

-Michiru-
cz.1
Pamiętam dzień, który zmienił moje życie. Dokładną datę znałam już wcześniej. Wszystko przez te moje prorocze sny. Apokaliptyczne wizje zagłady świata i ludzkości. Ciemność, niewyobrażalny strach, otępienie spowodowane widokiem zgliszcz. Nieludzka woń unosząca się w powietrzu, mieszająca się z kurzem i fetorem ludzkich szczątków. I ona… Nadzieja na ucieczkę z tej matnii.

Pierwszy raz ujrzałam Ją w swoim śnie. Stała pośrodku gruzowiska, niczym bogini wyłaniająca się z otchłani. Nie pasowała na tle porozrywanych martwych ciał. Właśnie ten sen był dla mnie najobrzydliwszy i najpiękniejszy zarazem.Czemu piękny? Przez Nią. Przez tą wysoką, dobrze zbudowaną blondynkę z krótką przystrzyżoną fryzurką. Ubrana była w sportowy kombinezon, który uwydatniał jej kształty.

Najlepiej zapamiętałam wyraz jej twarzy. Był normalny! Nie wyrażał strachu, szoku czy nawet obrzydzenia. Kobieta ze stoickim spokojem spoglądała na otaczający ją krajobraz. Nie wyglądała na zaskoczoną, choć może nie dała tego po sobie poznać. Jej zaciśnięte usta nawet nie drgnęły, gdy nasze oczy się spotkały.

Nie mogłam wydusić z siebie słowa. Stałam jak zahipnotyzowana. Spoglądałyśmy na siebie w ciszy. Czułam, jakbyśmy się znały od dawna. Wtedy też poczułam dziwne ciepło, które rozlewało się po zakamarkach mojego ciała. Zanim się obejrzałam, miałam na sobie sailorski mundurek.

Znałam wszystkie odpowiedzi…

 

-Haruka-
Dzisiaj już dwukrotnie spowodowałabym wypadek motocyklowy. A przecież potrafię dobrze jeździć. Jestem w tym naprawdę dobra. Jestem szybka, jak wiatr, zwinna jak pantera. Gdy jestem w ruchu, nie można mnie dogonić.

Byłam nieźle zapowiadającą się sprinterką. Pamiętam ten dzień. Zawody na setkę. Byłam pierwsza na mecie. Pobiłam nawet rekord szkoły. Trener nalegał, by mógł przedstawić mnie japońskiemu łowcy młodych talentów.

Odmówiłam.

Wszystko przez te moje dziwne sny. Pojawiły się pewnej nocy, gdy księżyc był w nowiu. Pamiętam, jakby to było wczoraj. Bez gwiezdna, chłodna noc. W telewizji leciał koncert jakiejś młodej skrzypaczki. Morze tego wieczoru było bardzo wzburzone. W radiu zapowiadali silny sztorm. No i ten sen…

Ciemność i wszechogarniająca pustka. Odór spalenizny i ludzkiej krwi. Zniszczone budynki i samochody. Słowem rozgardiasz. Wszędzie unosił się dym i kurz. I takie dziwne uczucie, że ktoś cię obserwuje… I ten zimny oddech na moim karku.

Zamknęłam oczy. Chciałam się obudzić. Coś we mnie zaczęło krzyczeć. Ogień trawił mnie od środka. Odważyłam się otworzyć oczy. Czas jakby stanął w miejscu. Znalazłam się jakby po drugiej stronie lustra. Wtedy „to” poczułam. W miejscu ognia i złości zagościło ciepłe uczucie. Błogość, miękkość, rozkosz- to górowało.

Ujrzałam Anioła. Stał kilka metrów przede mną. Bił od niego srebrny blask. I wlaśnie to ciepło, które chwilę temu poczułam w sercu. Kobieta była zgrabna, jak modelka. Miała długie nogi, jędrne piersi i lazurowe, sięgające ramion włosy. Ubrana była w marynarski, szkolny mundurek. Urzekły mnie też jej szczere, błękitne oczy. Biło z nich po prostu zaufanie. Wtedy ją usłyszałam:

-„Zbliża się Wielka Cisza. Musisz mi pomóc ją pokonać, Uranio. Długo Cię szukałam.”

Obudziłam się zlana zimnym potem. Od tamtej nocy ten sen powtarzał się kilka razy. Z czasem było coraz gorzej. Wizje apokalipsy nawiedzały mnie już w ciągu dnia. Po prostu odlatywałam na chwile. Tak było podczas biegu na setkę. Miałam dość…

Dlatego wybrałam motory. Adrenalina. To było to, co mnie pociągało. Wizje zelżały na jakiś czas. Dały mi odsapnąć. Niestety nie było mi dane cieszyć się spokojem ducha. Wczoraj znów się zaczęło. Odlot na torze. Dziś to samo…

-”Jak nie zwolnisz tempa, wylecisz z tej branży, maleńka!”- usłyszałam.

Znałam ten cyniczny głosik. To Sanoki, mój rywal z toru. Denerwuje mnie jego osoba, wręcz doprowadza do szału!

-”Odpuść sobie! Panuję nad sytuacją.”- odpyskowałam.

-”Jasne… Już drugi raz chciałaś zepchąć mnie z toru!- kipiał z wściekłości. -”Jak Ci ten sport nie odpowiada, to może zajmij się czymś innym!”

-”Odwal się. Jasne?”- zagrzmiałam. Miałam dość dupka.

-”Taa, słownictwem nie grzeszysz. Pff! Gadasz jak facet, wyglądasz jak facet. Szkoda tylko, że jeździsz, jak baba.”- śmiał mi się w twarz, po czy dodał cynicznie: „ Spójrz na nią…”

W naszą stronę zmierzała wysoka, wysportowana młoda dziewczyna o różowych włosach. Uśmiechała się do mnie promiennie. Znałam ją. Niegdyś razem biegałyśmy. Zawsze starała się mnie dogonić. Na marne niestety. Byłam szybsza. Zawsze.

-”To ideał kobiecości. Nie to, co ty, dziwolągu.”- syknął mi do ucha i oddalił się.

Musiałam szybko ochłonąć. Jego słowa nie zrobiły na mnie wrażenia. Byłam już odporna na tego typu zaczepki. Zaakceptowałam swój chłopięcy wygląd już dawno, dawno temu.

-”Witaj, Haruka! Dawno się nie widziałyśmy. Miło mi Cię widzieć. Świetnie jeździsz. Lepiej niż ten paw, Sanoki”- rzekła z uśmiechem.

-”Dzięki, Elza.”- odrzekłam z sympatią.

-”Dziś chyba nie poszło mi za dobrze.”- dodałam.

-„Daj spokój, każdy może mieć zły dzień.

-”Możliwe.”

-”Chciałabym Ci przedstawić moją dobrą znajomą.”

Podeszła do nas dziewczyna. Spojrzała na mnie, tak dobrze mi znanym, ciepłym wzrokiem. Czas się zatrzymał. Mój sen stał się rzeczywistością. Anioł z moich snów stał przede mną!

-”Witaj, jestem Michiru-san.”- rzekł anioł.

Nawet głos miała anielski. Była jeszcze doskonalsza, niż ze snu. Pachniała jaśminem. Lazurowe włosy powiewały na wietrze. Biło od niej ciepło. I coś jeszcze. Nie umiałam tego określić. Coś niewidzialnego ciągnęło mnie ku tej istocie.

Stop! Opamiętaj się Ruka!

-”Cześć, jestem Haruka.„- rzekłam grzecznie.
-„Michiru jest debiutującą malarką. Spodobałaby Ci sie jej twórczość.”- odezwała się Elza.

Dopiero wtedy otrzeźwiałam. Znów stałam twardo na ziemi. Miałam się na baczności. Głos podpowiadał mi, że to spotkanie to jakaś ukartowana sprawa.
-„Oj, nie przesadzaj„- zauważyła błękitnooka.-”Nie mogę się równać z Haruką. Jest wyjątkowa.”
Odejdź stamtąd Ruka, teraz!

Rozum kazał uciekać, serce kazało zostać. Coś ciągnęło mnie do tej tajemniczej dziewczyny. Jednak doświadczenie podpowiadało, żeby nie pakować się w nic nowego. Intuicja nigdy mnie nie zawiodła. Usłyszałam pytanie błekitnookiej:

-”Mogłabym namalować Twój portret, Haruko?”
-”Nie sądzę. To zły pomysł.”- odpowiedziałam chłodno.

Zauważyłam smutek na jej pięknej twarzy, gdy rzuciłam bezuczuciowe „Cześć” na odchodne, złapałam torbę i udałam się w stronę swojego garażu. Nie jestem głupią dziewuchą! Umiem dodać dwa do dwóch. Nie wierzę w przypadkowe spotkania dwojga ludzi. Nie wierzę w przeznaczenie. To nie dla mnie. Stąpam twardo po ziemi.

Michiru, dziewczyna z mojego snu, istnieje naprawdę. Czułam,że spotkanie z nią zakończyło pewien etap w moim życiu. Nie chciałam tego. Niech to jasny szlag! Nie chcę niczego zmieniać. Nie będę!

***

Byłam głupia. Przeznaczeniu nie można uciec. Można je jedynie zaakceptować. Wtedy jeszcze tego nie wiedziałam. Michiru zaś tak. Chciała mi to pokazać. Żałuję, że jej wtedy nie posłuchałam…

Copyright

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

ROZDZIAŁ XXIII

W kryształowej sali toczyła się rozmowa…

-”Jej ciąża była zagrożona. W końcu przemieściły się o jakiś wiek. Odbiło się to na dziecku.”- tłumaczyła potem wszystkim obecnym Ami.
-”Szkoda, że nie zdążyłam porozmawiać dłużej z Healer.”- stękała Mina.
-”Ach… Szkoda tylko, ze Fighter z nimi nie przybyła”- zasmutala Mako.
-”No przecież została ze swoją księżniczką, Haruka mówiła chyba ze sto razy!”- powiedziała Serenity.
Dziewczyny spojrzały na Uranię. Ta tylko wzdrygnęła ramionami, jakby mówiła: „No i co się gapicie?”
-”Królowo, powinnaś iść odpocząć. Endymion dziś wraca, pamiętasz?”- podsumowala Michiru.
-”Aaa, to dziś jest ten dzień!”- wypaliła bez zastanowienia Wenus.
-”Minako! Ubrudziłaś sukienkę, ale z Ciebie niezdara!”- odezwała się Rei i wszystkie wybuchły śmiechem.
Tylko Ruka i Neptun spoglądały uważnie na Usagi. Ta, jakby spochmurniała. Poprawiła swoją kremową suknię, przygładziła włosy. Spojrzała na gwiazdy. Były piękne, lśniły jasnym blaskiem.
-”Zaprowadzimy Cię do sypialni, Królowo. Jak Endymion przybędzie, to będziesz juz gotowa.”- powiedziała Ami.
Dziewczęta zaprowadziły Usę. Nagle zerwał się chłodniejszy wiatr. Neptun tuliła się do swojej partnerki. Miała obawy. Podzieliła się nimi z Tenou.
-”Jestem pewna, że znów ją skrzywdzi. Czuję to. Ona trzęsła się na dźwięk jego imienia.”
-”Też to widziałam. Szkoda mi jej Michi, naprawdę. Nie myśl, że nie mam uczuć.”
-”Ruka, ja wiem, jaka jesteś. Kocham Cię. Nie mogę jednak znieść tego, co on jej robi. Nie rozumiem, jak może ją tak krzywdzić. To nie ma sensu.”
-”Obiecuję Ci, że jeśli nadal będzie jej to robił, to porachuję mu kości. Przerwę to, Kochanie, przysięgam.”

 

***
Endymion dumnie wylądował na Ziemi. Odesłał przywódców swoich oddziałów. Gdy przekroczył próg Kryształowego Pałacu poczuł ulgę i satysfakcję jednoczośnie. Alarm znów się nie włączył. Mógł robić, co tylko chciał. Był górą nad tymi marnymi człowieczkami. Gdyby tak od razu mógł ich wszystkich zabić, zrobiłby to bez wahania. Jednak musiał go zdobyć. Żeby jednak zdobyć Srebrny Kryształ, najpierw musiał posiąść jego właścicielkę. Sprawić, by znalazła się na dnie rozpaczy. Do tego najlepszym narzędziem było poniżanie jej. Nic tak nie krzywdzi kobiety, jak pomiatanie nią, a seks wbrew jej woli jest tego najlepszym przykładem.
-”Wasza wysokość, witaj.”
Ku niemu zbliżała się wysoka, zgrabna kobieta, w ręku trzymała talizman. Miała długie zielone włosy i duże, jędrne piersi. Podniecała go.
-”Sailor Pluto, witaj, czy Królowa jest u siebie?”
-”Tak, Endymionie, jest w waszej sypialni.”
Król pożegnał się z wojowniczką, choć w głowie wyobrażał ich sobie nagich razem. Szybkim krokiem skierował się do sypialni. „Czas się zabawić.”- pomyślał.

 

Bez zastanowienia wszedł do środka. Zobaczył ją. Siedziała na łóżku. Czytała, zapewne jakąś beznadziejną książkę. Spojrzała na niego. Nawet jest ładna, choć swoją urodą nie przewyższa Lagaxii. Ta dopiero jest uosobieniem piękna.
-”Witaj, Serenity.”
(„No to zaczynamy zabawę.”)
-”Endymionie, już wróciłeś.”
(„No przecież jestem, nie widać? Ale z Ciebie głupia dziewucha!”)
-”Tak, tęskniłem za Tobą.”
(„Może pójdzie szybciej, jak zagram w ten sposób.”)
-”Ja za Tobą też. Opowiesz mi, jak podróż? Jaki jest kosmos? Na pewno piękny.”
(„Znowu zaczyna. Jest głupsza, niż sądziłem. Wypnij tyłek i będzie po sprawie!”)
-”Jest piękny, ale nie tak jak Ty, ukochana.”
(„A teraz daj mi to, po co przyszedłem.”)
-”Przygotować Ci kąpiel? Na pewno masz na nią ochotę.”
(„Już ja ci pokażę, na co mam ochotę!”)
-”Mam ochotę, ale na Ciebie. Zaczynamy, koteczku?”
Serenity wstrzymała oddech. Nie rozumiała, co się dzieje. W jednej chwili Mamoru jest dla niej miły, jak dawniej, a po sekundzie zmienia się nie do poznania. Zakłada maskę, której ona nie chce oglądać. Znów zaczęła się bać. Pomyślała, żeby szybko wyskoczyć z łóżka i schować się w łazience.
On w tym czasie nie próżnował. Ściągnął z siebie bielizne i wolnym krokiem zbliżał się do łóżka, na którym siedziała. Usagi wiele nie myśląc, wyskoczyła z łóżka. Stali teraz na przeciwko siebie. Popatrzyła mu w oczy, te, które niegdyś tak bardzo kochała i które kochały ją. Jednak te były jakieś inne! Nie należały do Mamoru.
Endymion złapał ją za ramiona i popchał. Upadła na miękką pościel. Wszedł na łóżko. W jednej chwili obrócił ją na brzuch. Usa była zdezorientowana, to działo się tak szybko. Nie mogła nic powiedzieć. Nie umiała dobrać słów. I wtedy zaczął się jej koszmar…

 

 

Copyright

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

ROZDZIAŁ XXII

Gdzieś w Galaktyce Oriona

Endymion przybył znów na tą planetę. Dziwne było to, że coś go tutaj przyciągało jak magnes. Zresztą, mógł tutaj dać popis swoim przywódczym ciągotom. Nikt mu nie kazał robić tego, co trzeba. Tutaj był prawdziwym przywódcą. Miał pod sobą cały sztab ludzi, którzy go szanowali i uwielbiali. Czego można chcieć więcej?

-„Panie, cieszymy się, że znów z nami jesteś.”- powiedział porucznik.

-„Jakieś postępy? Zrobili pierwszy krok?”- zapytał.

-„Nic, Panie. Odkąd wyjechałeś, jest bez zmian.”- dodał podwładny.

-„A więc czas się w końcu przywitać z wrogiem.”- podsumował król.

-„Zrobimy, jak każesz, Endymionie.”-zgodził się porucznik.

 

***

Kryształowe Tokio

Serenity szczególnie ugościła dawno nie widzianych przyjaciół. Gwiezdne wojowniczki dostały jeden z większych komnat w pałacu oraz osobistą służbę. Czuły się lepiej, niż na swej ojczystej planecie. Brakowało im tylko księżniczki Kakyu. Jej brak zastępowała im teraz Usagi. Healer dobrze się czuła, mdłości minęły. Maker nie odstępowała jej na krok. Królowa Tokio wydała przyjęcie na ich cześć. Makoto przygotowała ogromny,  dziesięciokilowy wielosmakowy tort. Minako wyciągnęła z szafy swoje najlepsze projekty. Dziewczyny wyglądały obłędnie! Każdy mężczyzna zwracał na nie uwagę.

Przyjęcie odbyło się w sali bankietowej, zdobionej złotymi dodatkami. Pałacowa służba spisała się na medal. Gdy z rozkazu Serenity opuściła komnatę, głos zabrała Maker:

-„W imieniu swoim i Healer chciałam Wam podziękować za tak miłe powitanie i gościnę. To naprawdę wiele dla nas znaczy, Usagi, to znaczy Królowo Kryształowego Tokio.”

-„Daj spokój, Maker, mówcie mi proszę po imieniu, bo one nie chcą tego robić.”- powiedziała Usa i pokazała język swoim przyjaciółkom.

-„Bo teraz jesteś Królową, a nie jakąś tam dziewczyną.”- rzekła chłodno Haruka.

Nie mogła znieść faktu, że razem z Michiru muszą tu tkwić i spędzać wolny czas na plotkowaniu z tymi dziewuchami. Tenou była wkurzona na całego. Przyjazd tych dwóch był czystą kpiną. Brakowało tu tylko trzeciego Kou. Wstała i podeszła do okna.

-„Ruka, przestań się dąsać.”- rzekła Michiru.

-„Czemu? Jestem szczera. Nie cieszę się z ich wizyty. To tyle.”

-„Bądź dla nich miła, zrób to dla Usy.”

-„Niech Ci będzie. Masz rację. Nie mogę sprawić przykrości Królowej.”

-„Widzisz? Jak chcesz, to potrafisz być miła.”

-„Jak tylko padnie zdanie o tamtym Kou, to przestanę być miła, a one od razu stąd wylecą.”

-„Usagi chyba na to nie pozwoli.”

-„Jak zjawi się Endymion, to nie będzie miała nic do gadania.”

Michiru pociągnęła za sobą ukochaną. Wróciły do stołu. Haruka odpuściła. Wdała się w toczącą się właśnie dyskusję, nawet się uśmiechała.

 

***

Następnego ranka Healer dała się namówić Ami na rutynowe badania. Niebieskowłosa zauważyła bowiem wczoraj coś, co lekko ją zaniepokoiło. Pozostałe dziewczęta natomiast wybrały się do miasta. Tylko Serenity im nie towarzyszyła. Okazało się bowiem, że ma wiele papierów do podpisania, o które prosił mąż. Haruka jej pomagała.

-”Mam już dość, Ruka. Niech ktoś inny to za mnie zrobi, proszę! Jest taka ładna pogoda.”- jęczała złotowłosa.

-”Jeszcze ze dwie godziny i skończymy. Dasz radę, Serenity.”- mówiła stanowczo Uran.

-”Odnoszę wrażenie, że celowo separujesz mnie od Gwiezdnych Czarodziejek.”- dodała zerkając na koleżankę z ukosa.

Haruka właśnie miała ją zbić z tropu, gdy drzwi do komnaty lekko się uchyliły.

-”Przepraszam, nie chciałam Wam przeszkadzać. Chciałam zamienić szybko słowo z Królową.”

W progu stała Healer. Wyglądała ślicznie. Miała na sobie długą, ciemnozieloną jedwabną suknię, która podkreślała jej ciążowy brzuszek. Ten jednak wydawał się nieco większy niż wczoraj.

-”Jasne! Ruka, zostaw nas same.”- powiedziała złotowłosa do Tenou.

-”Nie wiem, czy to dobry pomysł. Lepiej zostanę.”- oponowała blondynka.

-”A ty dalej swoje! Daj już spokój. A zresztą nieważne, zostań. Musimy jak najszybciej wracać na Kimkok, Serenity.”- rzekła srebrnowłosa.

-”Jak to? Tak szybko? Czemu? Ledwo co przyjechałyście!”- mówiła zmartwiona Usagi.

-”Skok w czasie, wiesz, o jakieś sto lat, podziałał na moją ciążę. Rozwija się zbyt szybko. Jeśli jeszcze dziś stąd nie wyruszymy, mogę urodzić tutaj. Mój mąż nie byłby zadowolony z tego faktu, bo ma być przy porodzie.”- dodała Healer.

-”Oczywiście, dobro dziecka jest najważniejsze! Haruko, pójdź proszę, ale natychmiast do Wielkiej Biblioteki i weź album, który leży na głównym biurku. To mój prezent dla Wojowniczek.”- rzekła Serenity.

-”Najpierw teleportuję się po dziewczyny.”- powiedziała stanowczo Uran.

-”Merkury już się tym zajęła.”- odrzekła srebrnowłosa.

Blondynka niechętnie odwróciła się na pięcie i wyszła z komnaty. Kiedy mijała Healer posłała jej znaczące spojrzenie. Kobieta wiedziała, że chodziło jej o Seiyę. Nie musiała zgadywać.

-”Usa! Dziękuję, że mogłyśmy Cię odwiedzić.”

-”Ja też się cieszę. Szkoda tylko, że Star Fighter nie mogła z Wami przybyć, ale rozumiem, księżniczka jest dla niej najważniejsza.”

Healer zatkało. Co to za brednie? Kto naopowiadał Usie takie kłamstwa? To musiała być Uran. Wszędzie wepchnie swoje trzy grosze. Po za tym, dziwne jest to, z jakim spokojem złotowłosa mówi o Seiyi.

-”Usagi, Seiyi nie ma na Kimkoku, on służy teraz u Galaxii. Nie mów Uranii, że Ci powiedziałam.”

-”Spokojnie, nic jej nie powiem, tylko kim jest Seiya?”- spytała zbita z tropu Usa.

-” O czym rozmawiacie?„- odezwał się nagle miękki, kobiecy głos.

To była Michiru, piękna jak zawsze. Szła ku nim. Nie uśmiechała się. Wszystko słyszała. Była wściekła, choć nie dała tego po sobie poznać. Zwróciła się do srebrnowłosej:

-”Wszystko gotowe, możecie wracać. Idź pierwsza, Królowo.”

Serenity uśmiechnęła się szczerze do nich, choć w sercu miała smutek. Brakowało jej starych przyjaciół, a oni już muszą wyjeżdżać. Znowu zostanie sama. Dobijało ją to.

-”Dlaczego ona nie pamięta Seiyi?”

-”To nie wasza sprawa, Healer. Wy dbajcie o waszą księżniczkę, a my zatroszczymy się o naszą. Koniec tematu.”

Healer w głębi duszy przyznała jej rację. To nie jest jej sprawa. Zresztą, poniekąd to przez Usę, Seiya znalazł się u Galaxii. A one do tej pory nie mają od niego żadnych wieści. Gdzie tu sprawiedliwość?

 

***

Copyright

Opublikowano Bez kategorii | 5 komentarzy

JEDNORAZÓWKA :)

Seiya Kou

Nazywam się Seiya. Jestem jednym z trzech braci Kou, tym najbardziej pokręconym, jak mówi Taiki. Gramy w zespole rockowym Three Lights. Dziewczyny szaleją na naszych koncertach i często po nich.  Ale nie o nich tu mowa. Chodzi o mnie…

Według Yatena, coś jest ze mną nie tak. Chodzi o dziewczynę, a raczej jej brak. Ciągle się tego czepia. Jakby to było najważniejsze w życiu. Mi zależy na muzyce, jej tworzeniu, emocjach przelewanych na papier. Dziewczyna tylko by mi przeszkadzała. Zresztą, co ja mogę jej zaoferować?  Nie jestem Taikim, wysokim przystojnym młodzieńcem o brązowym, inteligentnym  spojrzeniu. On nawet jest wysportowany. Jest do tego bardzo mądry, czym przyciąga rzesze dziewczyn. Przebiera w nich, jak w garniturach. A trochę ich już ma. Gdy tylko pojawiliśmy się w szkole, z dziesięć lasek pchało mu się w ramiona. Ostatnimi czasy jakieś cztery zabiegały o niego. Jak one miały na imię? Jakaś Aeza, nie, nie. Była jakaś Ami, Minako, Rei i Makoto. Wybrał tą ostatnią. Kompletnie nie rozumiem jego wyboru! Ona jest wysoka, ma dużą dupę, sylwetkę sportsmenki i sterczące cycki. Do tego jest po prostu głupia. Ciągle tylko „Yyy, tak Taiki, yyy, masz rację Taiki…”. Dziewczyna sławnego muzyka musi mieć to coś, a nie peplać jak kura. Dlatego dziwi mnie jego wybór. Widocznie jest niezła w łóżku, skoro jeszcze jej nie rzucił. Wiem, że to robią, bo ciągle zamykają się w jego pokoju. Nawet nie włączą muzyki i chcąc nie chcąc, muszę słuchać ich igraszki. Nie dobrze mi się wtedy robi. Ech…

Yaten wcale nie jest lepszy. Zaliczył więcej dziewczyn, niż mógłbym zliczyć. Przynajmniej sam się tym chwali. Jemu też niczego nie brakuje. Jest z nas najniższy i ciut drobniejszy. Ma za to fajną sylwetkę. I te jego srebrne, długie włosy. Też chciałbym takie mieć…No i jak mógłbym nie wspomnieć o tych jego przenikliwych, zielonych oczach? Ha! Nie jedna dziewczyna oddawała mu się właśnie za nie. Co one w nich widziały? Ja widzę tylko nachmurzonego, zadufanego w sobie gościa, chamskiego na zaczepki pustych panienek, wołających ze sceny „Och, Yaten, jestem twoja”. Ach, pamiętam, to był jeden z lepszych koncertów. Tłum ludzi. Blask fleszy. Czułem, że żyję…

A ja? No właśnie. Jestem wysoki i mam cienkie, czarne włosy. Tyle dostałem. Bracia mówią, że przesadzam, że nie jedna już pchała mi się do łóżka. A co mnie taka dziewczyna obchodzi? Kim jestem? Kolejnym towarem, który mogą zaliczyć. W sumie, jak się nad tym zastanowiłem, doszedłem do wniosku, że to żałosne. Gdzie w tym wszystkim ta miłość i tęsknota, o której tyle śpiewamy? No właśnie. Ja nie jestem taki, jak moi bracia. Nie potrafię brać, kiedy nadarza się okazja. Muszę coś czuć do dziewczyny. Czy to oznacza, że jestem pokręcony? Jeśli tak, to niech i tak będzie. Mam to w nosie!

-„Seiya? Jesteś? Chłopie weź się ogarnij!”

-„Seiya! Zapomniałeś! Dziś jest impreza! Ogarnij tej syf w pokoju!”

To właśnie moi bracia. Ciągle na posterunku. Matkują mi nawet wtedy, gdy mam posprzątać. Jak dzieci. Kiwnąłem głową, że już biorę się do roboty. Odpuścili. Pochowałem ciuchy do szafy, poustawiałem płyty na miejsce. Przykryłem łóżko kocem i poszedłem wziąć kąpiel.

Gdy stałem przed lustrem, było mi nie dobrze. Te wystające kości policzkowe, ziemista cera i krzywe zęby. I te czarne, bezpłciowe włosy, wyglądające wiecznie na przetłuszczone. Na poważnie brałem pod uwagę zafarbowanie ich na brąz. Ale wtedy mógłbym wygryźć Taikiego. Nie wybaczyłby mi tego. Co to, to nie!

Wyciągnąłem z szafy czarną, firmową koszulę i ciemne, granatowe spodnie. Wskoczyłem w swoje ulubione, schodzone trampy. To był mój styl. Chociaż to było moje. Zawsze coś. Usiadłem z powrotem na łóżku i założyłem słuchawki. Muzyka mnie uspokajała… Zanim się obejrzałem, musiałem przysnąć. Ściągnąłem słuchawki. Od razu usłyszałem krzyki i donośną muzykę. A więc impreza zaczęła się beze mnie? Ani trochę nie było mi przykro. Co mogłem zrobić? Musiałem tam iść. Bracia i tak wyciągnęli by mnie stąd siłą. Nie chciałem się im narażać. Ogarnąłem się i zacząłem swoje show. Udawanie macho miałem opanowane do perfekcji.

W salonie było ze dwadzieścia osób, a połowy z nich nie znałem. W głośnikach leciał jakiś rock. Nuta niczego sobie. Odnalazłem stół z trunkami. Złapałem za butelkę z Whisky i usiadłem na swoim fotelu. I to mi się podobało. Stał pusty i czekał na swojego właściciela. „W to mi graj”- pomyślałem. Parę osób mi się przyglądało. I dobrze, bo to był mój dom, ja byłem tu panem. Szacunek mi się należał. Poszukałem wzrokiem braci, ale ich nie znalazłem. Widocznie dobrze się bawili ze swoimi zdobyczami. Wychyliłem prawie pół butelki jednym łykiem. Wtedy Ją zobaczyłem…

Stała przy drzwiach. Taka niewysoka złotowłosa dziewczyna. O ile dobrze widziałem, miała na sobie czarne samonośne kabaretki i plisowaną spódniczkę, ledwo zakrywającą jej pośladki. Zamiast typowej bluzki, miała czarną lateksową opaskę, zakrywającą piersi. Włosy upięte byływ dwa kucyki. Wyglądała na małą dziewczynkę, jednak jej strój mówił co innego.

-„Ach, Seiya, znajdź sobie wolną laskę. Ta jest zajęta. Chodzi z niejakim Chibą”.- usłyszałem.

Odwróciłem głowę. To był Yaten. Uśmiechał się cwaniacko. Patrzył na mnie, jak na idiotę. Musiałem zareagować.

-„Gdzie zgubiłeś swoją dziewczynę?”- zagadnąłem na zmianę tematu.

-„Ja nie mam dziewczyny, bracie, a same koleżanki!”- zachichotał pod nosem.

-„Uważaj na… Jak jej tam było, a pamiętam już, Hotaru. Nawet nie ma 16 lat.”

-„Seiya! Zajmij się swoimi sprawami. Wyrwij i zalicz. Dobra rada.”- usłyszałem na odchodne.

„Wyrwij i zalicz”. Jakie to prostackie. Nie męskie. Zwierzęce. W jakim świecie ja żyję? Co raz bardziej przypomina mi to czeski film. I te dzisiejsze dziewczyny. Zero perspektyw, ambicji, marzeń. Żyją mottem „wyrwij i zalicz.” Szkoda słów…

Gdy znów przeniosłem wzrok na ową złotowłosą, zauważyłem, że nie była już sama. Jakiś koleś stał obok niej i mówił jej coś do ucha. A może i ją całował po szyi. Ciężko było jednoznacznie stwierdzić. Jedną ręką trzymał na jej biodrze, a drugą macał jej brzuch. Nie wiem czemu, ale zapragnąłem być na jego miejscu. Rozmarzyłem się na moment. Otworzyłem oczy i wtedy mój wzrok napotkał jej. Patrzyła wprost na mnie. Byłem tego pewny…

Poczułem się nieswojo, jak małe dziecko przyłapane na gorącym uczynku. Wypiłem do końca trunek i wstałem. Przechodziłem właśnie obok grupki dziewczyn, gdy usłyszałem znajome imię.

-„Makoto nie chciała przyjść.”

-„Nie dziwię jej się. Wymienił ją na Ami.”

-„A to drań! Nie ma co. A wydawała się taki w porządku.”

-„Nie tylko Tobie, ech…”

-„Właśnie, a gdzie ona jest?”

-„Widziałam, jak razem z Taikim szli do jego pokoju.”

-„No przecież. Zaliczył Makoto, a teraz bzyka się z Ami. Żal mi jej.”

-„One wszystkie są beznadziejne, wielkie przyjaciółki, a każda psioczy na drugą, gdy chłopak weźmie się za następną z kolejki.”

-„Ha ha ha, dobrze to ujęłaś.”

Ha! Czyli nie byłem w temacie. Taiki zaliczał już następną laskę, a Yaten stąpał po kruchym lodzie. Dom wariatów. Miałem dość. Poszedłem do swojego pokoju i postanowiłem przeczekać imprezę. Było już grubo po dwunastej, więc za jakiś czas ludzie zaczną się rozchodzić do domów.

Wtedy coś usłyszałem. Zobaczyłem, jak drzwi do mojego pokoju pomału się otwierają i wchodzi ta złotowłosa. Spojrzała na mnie z ukosa, po czym przekręciła klucz w zamku. „No pięknie”- pomyślałem. Chciałem coś powiedzieć, ale wyjąkałem tylko:

-„A gdzie Twój chłopak?”

Pięknie!  Cóż za inteligentne pytanie. „Gdzie Twój kolo?”. Seiya ty baranie! Wtedy ją usłyszałem. Miała delikatny, aksamitny, ciepły głos. Zupełnie nie pasował do jej diabolicznego czarnego stroju.

-„Mamrot? Gdzieś sobie poszedł. Pewnie podrywa Rei.”- powiedziała.

Zamurowało mnie. Mówiła o swoim chłopaku, jak o koledze. Było jej obojętne, gdzie i z kim był. Lecz ona była tu ze mną! Opierała się o drzwi. Wzrokiem śledziła mój pokój.

-„Zawsze chciałam się znaleźć w pokoju Seiyi Kou.”- wyszeptała po chwili.

Byłem zdezorientowany. Poczułem ucisk w żołądku. Już wiedziałem, co się ze mną dzieje. Powoli moje ciało przejmowało nade mną kontrolę. Spojrzałem na nią ostrożnie. Bałem się, że zauważy mój stan. Dobrze, że siedziałem. Nie dane mi jednak było się uspokoić, bo właśnie sięgała rękami pod swoją plisowaną spódniczkę. Zwinnym ruchem ściągnęła czerwone, koronkowe majteczki. Upadły na podłogę.

Oszalałem! Czułem, jak spodnie napinają mi się na przodzie. Już było za późno. Nie panowałem nad sobą. Uczucie było tak przyjemne, że w sumie nie chciałem, by zniknęło.

-„Musisz stąd wyjść, ale szybko.”- wysapałem.

Czułem, jak serce mi wali. Puls nagle przyspieszył. Zrobiło mi się strasznie gorąco. Machinalnie rozpiąłem guzik przy kołnierzyku. Chciałem, żeby w tym momencie szybko sobie poszła. Chciałem być sam. Bałem się, że zrobię jakąś głupotę! A ona wcale mi w tym nie pomagała…

-„Jestem, gdzie chcę być.”-wyszeptała i podeszła do mnie.

Stanęła blisko. Emanowało z niej ciepło. Miała jasną skórę, zapewne bardzo delikatną. Złote włosy pachniały jaśminem. A jej oczy… Oczy! Nieskazitelnie błękitne. Po prostu piękne! Czułem, że w nich tonę. Moja wytrzymałość miała za chwilę się rozsypać, jak domek z kart. Dłużej nie myśląc, podniosłem się z łóżka i wskazałem palcem drzwi. Nie mogłem nic powiedzieć, bo zaschło mi w gardle.

Spojrzała na mnie a potem na moją męskość. Twarz zaczęła mnie palić. Było mi wstyd. Chciałem zapaść się pod ziemię. Czekałem, aż mnie wyśmieje. Ale nie zrobiła tego. Zrobiła coś znacznie gorszego. Poczułem, jak rozpina mi pasek a potem guzik od spodni. Złapałem szybko za jej ręce. Pokręciłem tylko głową. Ciałem przeszedł dreszcz. Jakiś piorun strzelił we mnie z taką siłą, że nogi się pode mną ugięły.

-„Czuję to samo. Coś mnie do Ciebie przyciąga, Seiya.”- powiedziała to tak słodko, że prawie zemdlałem.

Ledwo ją znałem. Dziś ujrzałem ją pierwszy raz w swoim życiu. Co w niej było, że czułem do niej taki pociąg? To była czysta chemia. Wydawało się, że rozumiemy się bez słów, a nasze ciała lgną do siebie. To było jak sen. Już było mi wszystko jedno. Chciałem ją mieć. Tu i teraz. Natychmiast!

-„Jak masz na imię. Muszę to wiedzieć.”- zapytałem wprost.

-„Jestem Usa.”- odparła.

Spodnie szybko znalazły się na podłodze. Podałem rękę, by się zbliżyła. Nachyliłem głowę ku jej twarzy. Bosko pachniała. Patrzyłem na jej usta. Zapraszały mnie. Nie czekałem więc długo. Gdy zatopiłem wargi w jej, uderzył mnie ich malinowy smak. Odleciałem. Moje ciało jakby wiedziało, co ma robić z rękami. Złapałem ją w pasie i podniosłem na siebie. Oplotła się wokół mnie nogami. Była lekka jak piórko. Całowała mnie z namiętnością. Głaskała moje włosy. Dałbym głowę, że się znamy, że wiem, gdzie i jak ją dotknąć, by sprawić jej przyjemność.

Usiedliśmy ostrożnie na łóżko. Musiałem odetchnąć. Czułem, że w każdej chwili spodnie rozerwą się na strzępy. Też to czuła, bo przylgnęła do mnie jeszcze bardziej. Nadal mnie całowała i stękała. Złapała moją rękę i poprowadziła na swoje łono. Pokazała, co mam robić. Odleciałem…

Nie byłem w stanie zauważyć, kiedy ściągnęła moje majtki, i swoją skąpą bluzeczkę. Moje oczy ujrzały niebo. Miała zgrabne, pełne piersi, które zachęcały aby je pieścić. Tak też zrobiłem. Stęknęła głośno. Ssałem je przez dłuższą chwilę, a ona wiła się jak kocica. Była mokra i napalona. Odchyliła na moment głowę. Złapała mnie za ręce i przycisnęła do łóżka. Spojrzała nonszalancko w moje oczy. Wtedy ją poczułem. Góra i dół. Góra i dół. Było mi dobrze, ba! Wspaniale! Ujeżdżała mnie z taką gracją, że nie mogłem się jej nie przypatrywać. Ona nie spuszczała ze mnie wzroku. Nasze ciała odgrywały magiczny taniec…

***

 

Kiedy otworzyłem oczy, zauważyłem że stoi przy drzwiach i kończy się ubierać. „Co do cholery?”- pomyślałem? Byłem zabawką? Wziąłem udział w grze „Wyrwij i Zalicz”? Ale to ja zostałem zaliczony. Zagotowało się we mnie. Odchrząknąłem znacząco. Spojrzała na mnie i tylko się uśmiechnęła. Gdy otwierała drzwi, palnąłem tylko:

-„Zobaczymy się jeszcze?”

-„Wątpię, Seiya.”- odpowiedziała tajemniczo i wyszła.

 

Dostałem w twarz. Zatkało mnie. Rozwaliło na części pierwsze. Poczułem się wykorzystany, zaliczony przez tą złotowłosą dziewczynę o przepięknych, błękitnych oczach. „Jesteś idiota, Seiya Kou.”- pomyślałem i odwróciłem się na bok. 

 

Copyright

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy

ROZDZIAŁ XXI

Ujrzał swoją żonę na łóżku z innym mężczyzną. Byli nadzy. Dziewczyna wiła się, a chłopak robił jej takie rzeczy, których on nie robił ognistej czarodziejce. Usagi z obrazu była rozanielona, uśmiechała się. Gdy następnie kadr pokazał jak chłopak kładzie się na złotowłosej, a potem porusza się w niej, zacisnął pięści. Para kochanków kochała się tak namiętnie, że ich nastrój udzielił się samemu Chronosowi. Był świadkiem czystej, głębokiej miłości. Nie tę parę ludzi powinna ona połączyć. Czuł, że ma kolejną sprawę do załatwienia…

Usagi patrzyła na siebie i Seiyę, wspomnienia wróciły. Poczuła ogromny smutek, żal i tęsknotę na tym chłopakiem. Jak mogła go zapomnieć? Przecież tak go kocha! Czemu została żoną mężczyzny, do którego nic nie czuje? Czemu życie tak się z nią obchodzi? Ma gdzieś swoje przeznaczenie! Ale zaraz, Chibiusa. A więc to dla niej znosi to wszystko.

Seiya… Patrzyła na ich namiętne spotkanie. Przypomniała sobie wszystko, co wtedy czuła. Zrobiło jej się gorąco, gdy na obrazie widać było, jak dochodzą razem i padają sobie w ramiona. Nie mogła oddychać. Chciała stąd uciec, biec do niego, znów go zobaczyć, poczuć w sobie. Z rozmyślań wybił ją krzyk męża. Trzymał ją za ręce i potrząsał, krzycząc:

-„Przespałaś się z nim? Jak mogłaś! Jak mogłaś mi to zrobić?”

-„Nie byłeś mi dłużny! Przespałeś się z Rei! Moją przyjaciółką.”- krzyczała.

Próbowała mu się wyrwać. Nie miała jednak na tyle siły. Szamotali się nawzajem. Mamoru miał ochotę zrobić jej coś złego, tak bardzo go zawiodła! Zrobiła to właśnie z tym chłopakiem i to wtedy, gdy zniknęła. Myślał, że grajek ją skrzywdzi, a ona sama mu się oddała! Gotowało się w nim. Chronos widząc zaistniałą sytuację, musiał zaingerować.

-„Dosyć!.”- zagrzmiał.-„ Nie wkurzajcie mnie jeszcze bardziej! Naprawicie to, coście zepsuli. Inaczej zabiorę to, co kochacie. Choć w sumie zrobię to teraz. Nauczka zmobilizuje was do działania.”- dodał.

Obrazy kochanków zniknęły. Na ich miejscu ukazała się postać Rei i Chibiusy. Małżonkowie nie przeczuwali nic dobrego.

-„Aby jedna mogła żyć, druga musi umrzeć. Wybierajcie.”- rzekł władca Czasu.

-„Nie będę wybierać! Obie są mi bliskie.”- powiedziała Królowa a łzy spłynęły po jej policzkach.

Endymion stał jak sparaliżowany. Wyładował złość na Usagi, choć w głębi serca czuł, że to on zawalił całą sprawę. Tylko on jest winny tego wszystkiego, nie jego pyza. Przyznanie się kiedykolwiek do tego nie poprawi sytuacji, a tylko ją pogorszy. Przez swoją nieodpowiedzialność doprowadził do tego, że musi wybierać pomiędzy córką a dawną dziewczyną. Tłukł się z myślami. Był na siebie wściekły, że nie potrafi podjąć decyzji. Co się z nim działo?

-„Jeśli choć jedna z nich nie będzie żyć, to ja też nie. To moje ostatnie słowo. Sam wybieraj, wychodzę stąd! Wypuść mnie!”- krzyczała Usagi.

Chronos nie chciał teraz stawać do walki z Królowa. Był dość słaby. Jej moc rosła z każdym dniem. Była o wiele większa niż energia jej matki. Na samą myśl o niej, uśmiechnął się.

-„Szanowałem Twoją matkę, Serenity i ze względu na starą przyjaźń, zapomnę Twe słowa.”- wyrzekł i machnął ręką.

Usagi zemdlała. Endymion podbiegł do niej. Sprawdzał, czy żyje. Gdy odwrócił się, by skarcić Czas, ten stał tuż obok niego.

-„Ona tylko śpi. Sprawiłem, że zapomni osobę Seiyi Kou. Zbytnio się do niego zbliżyła. Ty za karę nie zapomnisz o Rei. To da ci siłę, by walczyć o życie córki i całego wszechświata.”- dodał.

Zajaśniało. Pałac przeszyły grzmoty. Gdy otworzył oczy, był w swojej sypialni. Spojrzał na żonę, którą trzymał na rękach. W głowie nadal miał obraz jej i Seiyi, uprawiających namiętny seks. Wątpił, żeby to z nim się kiedykolwiek tak kochała. Zabolało go to.

Położył ją ostrożnie na łożu i wyszedł. Udał się do przypałacowego balkonu. Ostatnimi czasy bardzo go polubił. W głowie ciągle mu huczało. Obraz Odango i Seiyi ciągle miał przed oczami. Znowu wzbierała w nim złość. Miał nadzieje, że może tutaj choć na chwilę się odpręży. Pomylił się jednak.

-„Kim był dupek z siwymi włosami?”- padły słowa.

-„Ech, to znowu Ty… To był Chronos, Pan…”- zaczął.

-„Wiem, kim jest Pan Czasu.”- odparła Uran.

-„W takim razie spieprzaj stąd, Tenoh i daj mi święty spokój. Nic Ci do tego, czego od Nas chciał.”- powiedział oschle Endymion i odwrócił się do niej plecami.

Rukę zatkało. Takie słowa z ust grzecznego Chiby? To jakaś nowość. Wizyta, jeśli Król mówił prawdę, samego Chronosa nie wróżyła nic dobrego. Nie pamięta, żeby Czas wtrącał się w bieg wydarzeń śmiertelników. Tylko awaryjna sytuacja mogła go do tego zmusić. Postanowiła udać się do sypialni Setsuny. O ile dobrze poczuła, wojowniczka właśnie przybyła do zamku.

-„Dobrej nocy, Endymionie.”- rzekła na odchodne do zamyślonego władcy.

***

Dni mijały, a Królowa wciąż spała. Nikt nie mógł jej dobudzić. Ami uspokajała wojowniczki, że wszystko z nią w porządku, choć w głębi ducha sama się martwiła. Po dwóch tygodniach, Haruka nie wytrzymała. Zabrała ze sobą Michiru i wbrew Plutonowi udała się do Chronosa. Wiedziała, że to przez niego Królowa nie może się dobudzić.

Szybko wróciły. Było tak, jak przypuszczała Setsuna, nie znalazły srebrnowłosego. Bez zaproszenia, nikt go nigdy nie odnajdzie. Wróciły wkurzone i zmartwione zarazem. Odwiedziły od razu Usagi.

Leżała w wielkiej sali, spowita w srebrny kryształ, który chronił ją i jej moc przed jakimkolwiek niebezpieczeństwem. 

-„Minęły prawie trzy tygodnie, a ona nadal śpi.”- rzekła zasmucona Haruka.

Michiru objęła partnerkę. Tak bardzo chciała ulżyć jej w cierpieniu, bezskutecznie jednak. Morskowłosa również czuła się bezsilna. W swoim zwierciadle nie dostrzegała nic. Nie wiedziała nawet, co ich czeka następnego dnia.

-„Wygląda tak, jakby czekała na księcia z bajki.”- dodała po chwili.

-„Który przyjedzie na białym rumaku i obudzi pocałunkiem?”- zachichotała Ruka.

-„Znam takiego…”- powiedziała tajemniczo morskowłosa.

-„Chyba żartujesz!”- oburzyła się blondwłosa.

Obydwie pomyślały o pewnym czarnowłosym chłopcu. Nie wiadomo skąd gryzło je dziwne przeczucie, że owa postać obudziła by ich księżniczkę. Jednak szybko odegnały tę myśl. Choćby nie wiem co, nie zgodziłyby się na spotkanie tych dwojga. Musiały czym prędzej znaleźć sposób, by ją ocucić.

***

 

Planeta Zielonych Oliwek.

Dwie młode mężatki przechadzały się po ogrodzie. Były szczęśliwe. Szły na spotkanie ze swoją przyjaciółką. Kakyuu widząc je z daleka, pomachała im na przywitanie.

-„Pięknie wyglądasz, Healer. Ciąża Ci służy.”- powiedziała czerwonowłosa.

-„Dziękuję, Kakyu.”- odrzekła srebrnowłosa i pogładziła lekko zaokrąglony brzuszek.

-„Mamy do Ciebie prośbę, księżniczko. Czy możesz nas przenieść do Tokio? Chciałybyśmy odwiedzić dawnych przyjaciół.”- dodała Maker.

-„To nie jest takie proste.”- rzekła Kakyu i spoważniała.

-„Mamy pozwolenie od mężów, możesz sprawdzić.”- dodała Healer.

Księżniczka zamyśliła się na chwilę. Nie była pewna, czy może je wtajemniczyć w sytuację czarodziejek. Zaryzykuje jednak. Jej Gwiazdy i tak zrobią to, co zaplanowały. Za to je kochała. Były takie uparte. Dzięki temu ją odnalazły.

-„Czarodziejki żyją teraz w Kryształowym Tokio, tym które będzie istnieć za sto lat. Przeniosły się w czasie. Seiya też był tego przyczyną. Boję się o Twoje dziecko, kochana. Nie wiem, jak zniesie przeskok w czasoprzestrzeni.”- rzekła czerwonowłosa.

Healer złapała się za brzuszek. Maker ją przytuliła. Razem były silne. Dziecko jej siostry tylko dodawało im energii. Czarodziejskie dziecko. Spojrzały po sobie. Wiedział, że się uda. Kakyu widząc ich determinację, rzekła:

-„Równo za tydzień przeniosę was do Kryształowego Tokio. Zbierajcie siły. ”- powiedziała a one poczuły ogromną radość.

***

 

W Kryształowym Tokio wrzało. Wieść o odwiedzinach gwiezdnych czarodziejek z przeszłości szybko się rozniosła. Każdy poddany chciał je zobaczyć. O Gwiezdnych Czarodziejkach krążyły tu legendy. Również im Ziemia zawdzięczała swoje istnienie.

 

Tego dnia w pałacu panowało poruszenie. Odkąd Sailor Pluto poinformowała Króla o prośbie odwiedzin legendarnych wojowniczek spoza systemu, zrobiło się głośno. Informacja ta wywołała radość. Choć na moment oderwała wszystkich od smutku z powodu śpiącej Serenity.

Gwiezdne czarodziejki wylądowały wprost przed kryształową trumną. Zmroził ich widok. Dopiero po chwili poznały śpiącą kobietę. To była Odango, ale jakaś inna. Wyglądała na o wiele starszą. Jej długie, blondwłosy, upięte w dwa kucyki, teraz sięgały jej do stóp. Podeszły bliżej. Healer zawahała się na moment.

 -„Co się stało? Coś nie tak z dzieckiem?”- spytała siostrę Maker.

-„Pierwszy raz poczułam jego ruchy. Ono coś mówi, chce żebym podeszła do Usagi-chan.”- powiedziała wystraszona Healer.

 Posłuchała swego nienarodzonego dziecka. Gdy tylko przyłożyła dłoń do kryształowego posagu, zajaśniało. Bariera znikła. Blondwłosa kobieta otworzyła oczy i usiadła na łożu. Uśmiechała się.

 -„Przez prawie miesiąc nie mogłam się obudzić. To ona wyciągnęła do mnie swoją dłoń i wyciągnęła mnie z ciemności.”- rzekła Serenity i wskazała palcem na Healer.

 -„Ja?”- odezwała się srebrnowłosa.

 -„Twoja córka, którą nosisz pod sercem. Gratuluję! Cieszę się z waszego przyjazdu.” – rzekła Królowa.

 

Wtem do sali wbiegły z hukiem pozostałe czarodziejki. Widząc Królową, krzyczały z radości. Dopiero po chwili zobaczyły dwie inne kobiety. Te uśmiechały się do nich szczerze. Srebrnowłosa płakała.

 -„Healer! Maker!”- wołały na zmianę i podeszły, by się przywitać.

 -„Myślałam, że zobaczę dwóch chłopaków.”-rzekła bezceremonialnie Haruka.

 -„Jak widzisz, jesteśmy kobietami.”- odpowiedziała jej brązowowłosa.

 -„Nie zobaczę Yatena? Jaka szkoda.”- zasmuciła się Minako.

 -„Mina! Ty dalej swoje?”- spytała ją rozbawiona Serenity.

 -„Winszuję, Healer! Ślicznie wyglądasz, naprawdę Ci do twarzy z…”- urwała Ami. Ugryzła się w porę w język.

 -„Daj spokój, Merkury, przecież już widać.”- uśmiechała się Maker.

 Zebrane dziewczęta wybuchły śmiechem. Neptun podeszła do srebrnowłosej. Szepnęła jej coś do ucha. Haruka przyglądała się temu nieprzychylnie.

 -„Wasz Królowa powiedziała mi to samo.”- podsumowała uradowana Healer.

 -„O czym tak gadacie?”- wcisnęła się między nimi oburzona Minako.

 -„O ile się nie mylę, to jakiś trzeci miesiąc, prawda?”- spytała odważnie Ami.

 -„Wczoraj zaczął się czwarty. Byłaś więc blisko.”- dodała srebrnowłosa i pogładziła się po zaokrąglonym brzuszku.

 Dopiero wtedy Wenus zrozumiała. Healer była w ciąży! Dlatego nie była Yatenem. Oznaczało to, że już nigdy nie zobaczy tego chłopaka, nie powie mu, ile dla niej znaczył. Zrobiło jej się smutno. Otrząsnęła się natychmiast. Przecież on wciąż tu był, tyle, że w ciele gwiezdnej wojowniczki. Podeszła do Healer.

 -„Szczerze Ci gratuluję, to naprawdę dobra wiadomość.”- rzekła do srebrnowłosej.

 

 ***

 

Copyright

Opublikowano Bez kategorii | 2 komentarzy

ROZDZIAŁ XX

Endymion siedział na werandzie pałacu, nad samym ogrodem. Popijał wino. Dręczyło go, jak mógł tak skrzywdzić Usagi. Nie wiedział, czemu jej to zrobił. Nie panował nad sobą. Ale ona nigdy mu w to nie uwierzy. Zepsuł to, co dla dziewczyny jest tak ważne. Pierwsze spotkanie z mężczyzną powinno być wyjątkowe. A dla niej to takie na pewno nie było, skoro płakała w trakcie. Głupia presja czasu! Gdyby nie ona, ich wspólna noc potoczyłaby się zupełnie inaczej.

Nie mógł do niej wrócić. Czuł w sercu, że go nienawidzi i nie chce teraz widzieć. Czuł się tak podle, że sam ze sobą nie mógł w tej chwili wytrzymać.

-„Może i mi nalejesz, Królu?”

Odwrócił się. Poznałby ten głos nawet w całkowitej ciemności. To była Haruka. Patrzyła na niego spode łba. Wyglądała na wściekłą. Domyślał się, co to mogło oznaczać…

-„Zrobiliśmy to, co od nas wymagano. Gwarantuję Ci.”- powiedział ostrożnie.

-„No… Domyślam się.”- rzekła oschle.

Nie pytając o zgodę swego władcy, wzięła do ręki wino i nalała sobie do kieliszka. Wypiła jednym łykiem. Starała się trzymać nerwy na wodzy, choć szczerze miała ochotę mu przywalić. Nawet zdrada Rei nie doprowadziła jej do takiej furii jak zachowanie Chiby względem Odango.

-„Możesz spytać Usagi, jeśli mi nie wierzysz.”- rzekł po chwili i lekko się zawahał.

Nie miał pewności, czy Uran rozmawiała z Królową. Nie chciał powiedzieć zbyt dużo. To tylko ich sprawa, kiedy będą uprawiać seks. Co temu do tego. Już i tak pozwolił na zbyt wiele. Dosyć tego.

-„Nie muszę, sama wszystko widziałam. Powiem Ci jedno, tknij ją tak raz jeszcze, to zapomnę, kim jesteś. Zabiję Cię.”- powiedziała do zszokowanego Endymiona.

Nie czekając na nic, wstała i szybkim, miarowym krokiem oddaliła się od niego. Im prędzej będzie przy Michiru, tym szybciej się uspokoi.

Mamoru powtarzał sobie w myślach słowa Urana. Ta chłopczyca posunęła się za daleko. Wywnioskował, że bezczelnie podglądała całe zajście. Przesadziła. Nie puści jej tego płazem, mimo sympatii, jaką ją darzy. Pewnych granic się nie przekracza. Nie jest byle kim, a Królem Ziemi. Nie będzie tolerował niesubordynacji. Ona mu jeszcze za to zapłaci. Dopilnuje tego. Nikt nie będzie mu groził. Teraz każdy może mu co najwyżej naskoczyć. Chcą mieć króla, który włada twardą ręką, to będą go mieć! Pokaże wszystkim, że nie jest taki słaby. Do tej pory był miły i wyrozumiały. Teraz może pokazać siebie z innej strony.

Wypił resztę wina, wstał i udał się do komnaty narad. Tam spędzi resztę nocy i innym wara od tego. Może robić to, co chce.

***

Na krańcu świata i początku zarazem.

Na wysokim na pięćset stóp tronie siedział mężczyzna. Był barczysty, mierzył ponad ludzkie dwa metry. Srebrne włosy opadały mu na ramiona. W jednej dłoni dzierżył miecz, w drugiej trzymał srebrną kulę. Wpatrywał się właśnie w wysokiego mężczyznę, spoczywającego na kanapie. Nad jego postacią zaś unosiło się złote ziarno, widoczne tylko dla srebrnowłosego.

Ruszył kulą. Teraz widać w niej było złotowłosą, młodą kobietę leżącą na wielkim łożu. Płakała, tuląc do siebie pluszowego misia. Odwrócił głowę. Wysoko w sklepieniu unosiła się różowa kula. „Już nie powinno Cię tu być.”-myślał.

-„Po tysiącleciach siedzenia na dupie trzeba w końcu ją ruszyć, inaczej spieprzą wszystko nad czym tyle pracowałem.”- powiedział do siebie Chronos.

Zawołał swojego niewolnika. Rozkazał mu udać się po swojego tymczasowego zastępcę. Nie trwało to długo, jeśli można mówić o czasie mając na myśli jego władcę. Do wielkiej sali weszła kobieta. Miała długie, ciemnozielone włosy. W dłoni trzymała długie na parę stóp berło.

-„Witaj Strażniczko Czasu. Jestem zmuszony prosić Cię o przysługę. Zastąpisz mnie na jakiś czas. Muszę bowiem udać się na Ziemię. Reszty nie musisz wiedzieć.”- rzekł a jego ciężki głos uniósł się w powietrzu.

-„Oczywiście, Chronosie, jestem do Twoich usług.”- powiedziała posłusznie Pluto.

Czuła się wyróżniona. Jeszcze nigdy nie spotkała Pana Czasu osobiście. Od niepamiętnych czasów zastanawiało ją, jak wygląda. Teraz była pod ogromnym wrażeniem tego mężczyzny. Gdy zbliżył się do niej, osłupiała. Był, mówiąc najprościej, bardzo przystojny i męski. Mimowolnie czuła, że się rumieni. On też to zauważył, bo lekko się zmieszał, jednak nie dał tego po sobie poznać.

Sailor Pluto zaciekawiła go. Nie przypuszczał, że jest taka piękna. Nie miał jednak czasu dłużej nad tym myśleć. Miał sprawę do wyjaśnienia. Już raz użył prawie całej swej energii przy przywrócić porządek świata i właściwy bieg wydarzeń. Teraz znowu wszystko zaczęło się psuć od nowa. Musiał skopać nie jeden tyłek.

Wiele nie myśląc, opuścił swój pałac. Skierował się prosto do Kryształowego Tokio.

***

Gdy dotarł w docelowe miejsce, cała ziemia się zatrzęsła. Księżycowy Pałac zaczął się chybotać. Stał i czekał. Po chwili Inner Sensei gotowe do walki, wybiegły, by atakować wroga. Gdy stanęły naprzeciwko niemu, on tylko machnął ręką, a one zniknęły. Wszedł do środka. Szukał tylko dwóch osób. Idąc do wielkiej sali, natknął się na oszołomione Outerki. Te od razu go zaatakowały. Oba zaklęcia wchłonął bez kłopotu. Co więcej, cofnął czas i odbił je wprost w wojowniczki. Upadły na ścianę uderzone własną bronią.

-„Kim on jest? Chyba nie pokonamy go tak łatwo.”-skwitowała zdyszana Uran.

-„Spróbuj użyć talizmanu, Ruka.”- rzekła Michiru i podniosła swoje pęknięte zwierciadło.

-„Dość tej zabawy Outerki.”- rzekł Chronos.-„Ze mną się nie walczy, ja Jestem i Będę.”

Przed ich oczami ukazały się obrazy. Ujrzały siebie jako dzieci, nastolatki, ich pierwsze wspólne spotkanie, pocałunki, noc, gdy oddały się sobie po raz pierwszy, walkę z Sailor Moon, obronę świata po walce z Galaxią. Nagle slajd się zatrzymał. Zatrzymał się na rozmowie dwóch osób. Jedną z nich był Endymion, drugą Haruka.

Chronos zamyślił się na moment. Sprawa wydawała mu się podejrzana. Wściekł się a fasady pałacu ponownie się zatrzęsły. Outerki wystraszyły się. Kim był ten dziwny przybysz? Patrzyły na siebie zdziwione.

-„Jestem Chronos, Pan i Władca czasu. Zaimponowałyście mi. Neptun ciągle żywy.”-dodał a talizman zaświecił. Rysa zniknęła, podobnie, jak on sam.

***

Pan Czas wiele nie myśląc, przywołał jednym zaklęciem dwójkę, której szukał. Serenity padła na podłogę, rażona mocą nieznajomego. Endymion trzymał się zaś na nogach. Gdy podał rękę swej żonie, ta ją odtrąciła. Nie chciała na niego patrzeć a tym bardziej go dotykać…

-„Ciągle pakujecie się w kłopoty, a ja znowu muszę po Was sprzątać. Cholernie to, jak to mówicie, upierdliwe i nudne.”- rzekła zamazana postać unosząca się wysoko w górze.

Małżonków zamurowało. Czuli się zdezorientowani. Serenity bała się odezwać. Miała dość, jak na jedną noc a teraz jeszcze to coś. Ciemnowłosy próbował pojąć całą zaistniałą sytuację.

-„Kim jesteś i jakim prawem zakłócasz nasz spokój?”-rzekł odważnie Endymion.

Chronos roześmiał się na głos, rozbawiony odwagą tego marnego człowieka. Zaczął działać. Machnął swoim mieczem. W komnacie zrobiło się jasno, jak po wybuchu gwiazdy. Serenity zacisnęła instynktownie oczy, Mamoru zasłonił swoje ręką. Gdy po chwili usłyszeli głos nieznajomego, obydwoje popatrzyli w jego kierunku.

Kroczył ku nim wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna. Miał idealnie ułożone, srebrne włosy. Cały spowity był w szarą togę, zasłaniającą stopy. Wyglądał, jakby unosił się w powietrzu.

-„Widzę, że tylko przeszłość otworzy Wam oczy. Może wtedy coś zrozumiecie.”

Nagle wysoko nad nimi pojawiły się slajdy, przedstawiające ich samych. Oczy Mamoru spoczęły na obrazie dwojga ludzi, całujących się namiętnie. Sceny były tak realistyczne, że znów poczuł pożądanie, oglądając nagą Rei Hino. Oglądał ich wspólną noc, pełną namiętności, tęsknoty. Zmroziło go, bo Usagi też to oglądała. Pełen obaw, spojrzał w jej stronę. Nie patrzyła nawet na niego, ani na to co oglądał. Drżała, miała przyspieszony oddech, z policzków bił gorąc. Patrzyła na inny obraz. Podążył tam wzrokiem. To co zobaczył, zagotowało go do granic wytrzymałości.

 

Copyright

Opublikowano Bez kategorii | 5 komentarzy

ROZDZIAŁ XIX

-„Chodźmy do Endymiona.”- rzekła Neptun.

-„Po co? Wolałabym pójść do naszej sypialni.”- dodała Ruka.

-„Ty mu powiesz, że musi się dziś przespać z Królową, inaczej wszystko szlak trafi.”- powiedziała stanowczo ta pierwsza.

-„Czemu to muszę być zawsze ja? Jest na tyle dorosły, że chyba wie, do czego służy jego ptaszek?”- spytała ironicznie Uran.

-„Bo tylko Ty walniesz mu w twarz ciętą ripostą, nie bojąc się konsekwencji.”- rzekła Michiru, po czym pocałowała swoją partnerkę dosyć znacząco.

Kochanka odwzajemniła pocałunek. Stały tak przez moment. Nie wytrzymały jednak długo. Haruka zaciągnęła morskowłosą w pobliskie drzewa. Oparła ją o konar. Całowała ją namiętnie po szyi. Rękoma wślizgnęła się pod materiał mundurka, by dotykać jej nabrzmiałe piersi. Michiru stękała cicho. Gdy blondynka włożyła jej jedną rękę pod spódniczkę, jęknęła. Uran w jednej chwili znalazła się przy jej łonie. Ściągnęła falbanki, potem koronkowe majtki. Uniosła jedną nogę Michiru, by dostać się do jej kobiecości.

Pieściła ją tak przez dłuższą chwilę. Minęło może z dziesięć minut, gdy w końcu odezwała się Haruka:

-„Teraz możemy już iść kochanie”- wyszeptała.

-„Pójdziemy, gdy ja skończę.”- dodała Michiru, po czym odepchnęła kochankę.

Blondwłosa upadła na plecy. W oczach miała zdziwienie. Kaino widząc szok malujący się na jej twarzy, uśmiechnęła się tylko. Potem położyła się na Uranie i zaczęła ją namiętnie całować. Oddały się temu. Ruka mruczała cicho, gdy ręka Michiru pieściła teraz jej łono. Po dłuższej chwili przytuliły się do siebie. Były takie szczęśliwe, jak nigdy dotąd.

-„Kocham Cię, Ruka.”- rzekła Neptun.

-„Ja Ciebie też kocham kotku.”- odpowiedziała Uran.

Potem wstały i udały się do pałacu. Wiedziały, że muszą osobiście dopilnować, aby król złączył się z królową. Były gotowe nawet posunąć się do najbardziej radykalnych rozwiązań, byle tylko nie stracić teraźniejszości i przyszłości.

***

Rozmowa z Endymionem nie była przyjemna. Ten czuł się zażenowany bezpośredniością Outerek, jednak w głębi ducha przyznawał im rację. Wkurzało go jedynie, że ktoś rozkazywał mu w najbardziej intymnej sprawie, jaka może łączyć dwójkę ludzi. A one w kółko powtarzały tylko jedno. Rozmawiały o tym tak, jakby to było takie proste.

-„Mamy być przy tym i pokazać Wam, jak to się robi?”- rzekła już wnerwiona Haruka.

-„Ty chyba najmniej z nas wiesz na czym polega seks ludzi hetero.”- skwitował ją Endymion.

-„Tu ma rację Ruka, nie unoś się tak.”- uspokajała partnerkę Neptun.

Tenoh spaliła ją wzrokiem. Michiru się zmieszała. Posunęła się za daleko swoją wypowiedzią, chociaż wszyscy obecni wiedzieli, że ma rację. Niezręczną ciszę przerwał w końcu Mamoru:

-„Skoro mówicie, że od tego zależą losy nasze i całego wszechświata, to prowadźcie.”

 

Udali się do królewskie sypialni. Królowa leżała w swoim łożu. Zdziwiła się nieco widząc męża w towarzystwie Outerek.

-„Możecie zostawić nas samych? Chcę coś wyjaśnić Serenity.”- rzekł Endymion.

-„Co tu wyjaśniać? Prześpijcie się wreszcie ze sobą i będzie po kłopocie.”- wysyczała Uran.

-„Ruka! Wybaczcie jej proszę.”- odezwała się morskowłosa i pociągnęła za sobą wkurzoną partnerkę.

-„O co chodzi, Mamoru? Czemu ona to powiedziała?”- dopytywała się Usagi.

Mężczyzna wszystko jej po krótce wyjaśnił. Złotowłosa zamyśliła się na moment. Dlaczego nie może robić to, co by chciała. I czemu wszyscy zaczęli nagle plotkować o jej współżyciu z mężem. To nie ich sprawa. A tu nagle okazuje się, że od tego zależą losy przyszłości. Opuściła ręce.

-„Nie pozwolę na to, aby przeze mnie znowu ktoś cierpiał. Jeśli czujesz się już dobrze, to to, Mamoru…”- powiedziała cicho.

Nagle atmosfera zrobiła się nieco napięta. Obydwoje to poczuli. Zbliżyli się do siebie. Mężczyzna objął ją w pasie. Poczuł pożądanie. Jakaś niewidzialna siła pchała go ku tej kobiecie. Nie myślał o niczym innym, miał pustkę w głowie. Ona czuła to samo. Miała przed oczami tylko jego. Czas na chwilę się zatrzymał.

W schowku.

-„Nie wiem czemu przywlekłaś mnie tutaj i każesz mi na to patrzeć!”- spytała kobieta.

-„Bo tylko tak mam pewność, że to zrobią.”- dodał drugi głos.-„Spójrz! Zbliżyli się do siebie, zaraz będzie po wszystkim.”

-„To moja zasługa, nie ciesz się tak.”- dodała Neptun.

Widząc zaskoczenie w oczach Urana, dodała:

- „Mój talizman wprawił ich w ten nastrój, inaczej trwało by to zbyt długo, a dziś jest właśnie TA noc.”

-„Już wiem, za co Cię kocham.”- dodała Haruka.

Nie była dłużna. Znów zajęła się swoją kochanką, jak godzinę temu nad stawem. Oddały się pieszczotom, nie zwracając uwagi na nic wokoło. Pieściły się chyba ze dwadzieścia minut, gdy jedna z nich prawie krzyknęła:

-„Spójrz! Mój talizman! Zwierciadło pękło! Coś jest nie tak, Usagi, nie!”

Haruka podniosła twarz, wytarła usta i spojrzała przez dziurę. Zdębiała. Zagotowało się w niej w jednej sekundzie. Michiru właśnie chciała stąd uciec, gdy ta złapała ją za rękę i pociągnęła ku sobie.

-„Nie pójdziesz tam.”- powiedziała oschle.

-„Przestań! Jak możesz! Spójrz co jej robi!”- upierała się Neptun.

-„Najważniejsze jest dobro ogółu i wszechświata.”- dodała Haruka i spojrzała na partnerkę.

-„Jak możesz być taka nieczuła? On ją krzywdzi, a ja czuję jej ból.”- mówiła przez łzy.

-„Wytrzymasz go, podobnie, jak ona.”- podsumowała Tenoh.

***

Usagi leżała na swoim łóżku. Miała na sobie tylko bieliznę. Jej mąż zbliżał się do niej. Był nagi, spragniony, zniecierpliwiony. Wszedł na łoże. Usiadł obok swej żony. Spojrzał jej w oczy, po czym pocałował jej gorące usta. Był coraz bardziej nachalny. Głaskał jej drżące ciało, by po chwili zedrzeć z niej koronkowe figi. Gdy na niego spojrzała wzrokiem pełnym wyczekiwania i namiętności, wszedł w nią. Poruszał się w niej niedbale.

Rysa na szkle…

Usagi ocknęła się ze snu. Nie wiedziała, gdzie jest. Czuła w sobie mężczyznę! Kim on był? Czemu jej to robił? Chciała się odwrócić. Przytrzymywał ją, wciskał w olbrzymi materac.

-„Puść mnie! Przestań! To boli!”- krzyczała.

Mężczyzna zatrzymał się na moment. Jej słowa orzeźwiły go w jednej sekundzie. Odwrócił ją na plecy. Widział jej strach.

-„Usako, co się stało? Przecież Ci się podobało…”- zaczął zmieszany.

-„Coś takiego miałby mi się podobać?”- jęknęła.

-„Nie wiem, o co ci chodzi. Najpierw rzucasz się na mnie, ponaglasz, a teraz mówisz zupełnie coś innego.”- zaoponował.

Widział jej zdezorientowanie, jednak olał to. Położył się na niej. Była wystraszona. Wszedł w nią ponownie. Jęknęła z bólu. Tak bardzo chciała, żeby przestał. Kochała go, jednak nie w tym momencie. Teraz ją krzywdził. Poruszał się w niej brutalnie, jakby do czegoś zmierzał. Próbowała go odepchnąć, jednak był za ciężki. Dyszał jej do ucha, czuła jego pot. Zaczęła płakać. Nie miała siły walczyć. Była przy nim zbyt krucha, zbyt słaba…

***

 

Nie wiedziała, kiedy zasnęła. Miała sen. Siedziała na ławce i przyglądała się malutkiej dziewczynce, bawiącej się w piaskownicy. Dziecko miało różowe, kręcone włosy. Ubrane było w kremową, długą sukienkę. Dopiero po chwili Usa zauważyła, że dziewczynka nie jest sama. Tuż za jej plecami, jakaś postać budowała zamek z piasku. Śmiała się pod nosem, na co dzieciątko również reagowało śmiechem.

Królowa miała nieodparte wrażenie, że patrzy na małą Chibiuskę. Uradowało ją to. Jednak mężczyzna, jak myślała, nie był jej mężem. Nie widziała jego twarzy, jednak czuła, że dobrze go zna.

Otworzyła oczy. Była sama w pokoju. Spojrzała na swoje obolałe ciało. Z jednego miejsca ciekła krew. Zagryzła wargi. Była zła i bezsilna jednocześnie. Zastanawiało ją, gdzie poszedł Mamoru. Zresztą, nawet się cieszyła, że nie było go obok. W tej chwili go nienawidziła. Dobro świata swoją drogą. Nie musiał jej tak potraktować. Mogli to zrobić inaczej. Nie wiedziała, co go napadło. Nie znała go z tej strony. Przerażało ją to. Z rozmyślań wybiło ją pukanie. „Kto to może być? Chcę być sama.”

Drzwi otworzyły się lekko. Po cichu do środka weszła ciemnowłosa dziewczynka. Była to Horatu. Usagi zdziwiła się jej wizytą. Jednak wojowniczka, nie mówiąc nic, podeszła do łóżka, na którym siedziała królowa. Spojrzała jej w oczy. Dostrzegła w nich smutek. Hotaru usiadła obok swej władczyni. Usagi jakby czuła, co ma zrobić. Położyła głowę na nogi Saturna i zaczęła cicho szlochać. Poczuła ogromne zrozumienie od osoby ciemnowłosej. Jej obecność ją wyciszała, wręcz uspokajała. To, co wydarzyło się parę godzin temu, przy niej odchodziło w cień. 

Copyright

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

ROZDZIAŁ XVIII

-„Mamoru? Teraz to Ty się zamyśliłeś.”- powiedziała złotowłosa.

Zakryła się prześcieradłem. Już sama nie wiedziała, co ma myśleć. Ich noc poślubna nie zapowiadała się najlepiej. Tyle na nią czekała, a tu wielkie nic. Zero romantyzmu ze strony ukochanego, żadnych delikatnych pocałunków. Nawet nie zadbał o nastrój. Ledwo bowiem nastał wieczór. Zrobiło jej się przykro…

-„Ja? Niemożliwe Odango.”- odpowiedział.

Zbliżył się do niej. Ku jej zdziwieniu zsunął prześcieradło. Wyraz twarzy miał jednak poważny, nawet się nie uśmiechał. Ona lekko się bała. Nie wiedziała, co ma zrobić z własnymi rękoma.

-„Możesz mnie objąć, Usagi.”- powiedział, teraz już ciepłym głosem.

Zrobiła, o co prosił. Przysunęła twarz do jego. Zaczęli się całować. Zdziwiło ją to, że nie czuła w tym żadnej ekscytacji. Nie pojawiły się też uniesienia, czy wyczekiwanie, o których tyle czytała w romansidłach mamy.

Chłopak patrzył na swoją żonę i starał się nie myśleć o czarnowłosej dziewczynie. Dlaczego ją pamiętał? Setsuna obiecała mu, że po ślubie tamten rozdział zostanie przez niego zapomniany. Czuł się podle. Oderwał się od żony i usiadł obok.

-„Wybacz, Usagi, nie czuję się zbyt dobrze. Wiem, że zepsułem Ci tak ważny dzień, ale czuję, że zaraz zemdleję, wybacz mi proszę. Zrobimy to kiedy indziej i jak należy.”- wyszeptał.

-„Zawołam Ami, zbada Cię. Nic mi nie zepsułeś. Gdybym ja się źle czuła, zrobiłbyś dla mnie to samo.”- powiedziała z uśmiechem.

Wyskoczyła z łóżka, założyła swój kremowy, długi szlafrok i wybiegła z pokoju. Udała się prosto do ogrodu. I nie myliła się. Przyjaciółki nadal tam były.

-„Serenity! Co Ty tu? Jesteś prawie naga.”- zauważyła Ami i poczerwieniała.

-„Jak było? Opowiadaj!”- zachichotała Minako i zaczęła szturchać łokciem Makoto.

-„Nijak, coś taka ciekawska? Nieładnie.”- dodała Usa i pokiwała palcem.

Podeszła do niebieskowłosej i wyszeptała jej coś do ucha. Ami spoważniała. Machnęła ręką dziewczynom i razem z Serenity poszły szybkim krokiem do zamku.

-„Jak myślicie, zostaniemy szybko ciotkami?”- kontynuowała dalej wścibska złotowłosa.

-„Mam taką nadzieję. Dałabym wszystko by móc zobaczyć malutką Chibiusę.”- dodała chłodno Rei i wszystkie spoważniały.

Nawet Minako udzieliło się wyznanie czarnowłosej. Kto jak kto, ale właśnie jej zależało najbardziej, aby różowowłosa dziewczynka została poczęta.

 

***

Ami zbadała króla, zaleciła odpoczynek, jakieś tabletki. Potem udała się do swojej komnaty. Każda z Sailorek dostała do dyspozycji własny, obszerny pokój. Makoto nie przyzwyczajona do takich wygód, krępowały takie luksusy. Tylko Mina szalała z radości. Była w swoim żywiole. Najwięcej radości dawały jej trzy szafy wypełnione po brzegi pięknymi sukniami. I to właśnie jej pokój był najcieplejszy. Przyjaciółki lubiły spotykać się w nim na ploteczki. Tak było i dziś.

-„Ciekawe co mu się stało.”- zauważyła brązowowłosa.

-„Ami mówiła, że to osłabienie.”- dodała Rei.

-„Ale właśnie dziś? Przecież on i Usagi mieli, no wiecie co…”- zachichotała Mina.

-„Współczuję jej. Pewnie zamknęła się w łazience i płacze do tej pory.”- zastanawiała się Mako.

Nagle zamilkły. Usłyszały pukanie. Drzwi otworzyły się. W progu stały dwie wysokie dziewczyny, w rękach dzierżyły talizmany. Uśmiechały się tajemniczo. Jedna z nich spytała odważnie:

-„Może macie ochotę na mały trening?”

-„Haruka? Michiru?”- spytały jednocześnie.

-„A któż by inny? Idziecie z nami trochę poćwiczyć?”- spytała Michiru.

-„Jasne! Czemu nie!”- dodała radośnie Mina, po czym szybko przemieniła się w wojowniczkę.

Makoto poszła za jej śladem. Tylko Rei stwierdziła, że pójdzie się wcześniej położyć. I tak też zrobiła. Reszta dziewczyn pobiegła na plac manewrowy. Pogoda była idealna. Księżyc jasno świecił, a na niebie prawie wcale nie było chmur.

Outerki bez chwili wahania rozpoczęły morderczy trening. Najpierw rozciąganie mięśni. Mina tylko jęczała. Potem biegi wokół jeziora. Nawet Makoto nie dała rady i szybko odpadła.

-„Skąd one mają tyle energii?- zapytała zdyszaną złotowłosą.

-„Nie mam pojęcia, ale padam na twarz.”- skapitulowana Aino.

Podniosła się i oparła na łokciach. Spojrzała przed siebie. Przez moment zdawało jej się, że zobaczyła kogoś w oddali. Przetarła oczy. Nikogo nie było. „Za duży wysiłek jak dla mnie. Już mam zwidy.”- myślała.

-„Już macie dość?”- spytała Haruka, która nadbiegła razem z Michiru.

-„Kiepsko dziewczyny, kiepsko.”- pokiwała groźnie palcem morskowłosa.

-„Koniec zabawy, wracamy na plac. Czas na prawdziwy trening.”- dodała złowieszczo blondynka, po czym wyciągnęła swój miecz.

-„Ruka! Nawet nie waż się go użyć na nas!”- stękała Minako.

-„To rusz w końcu swój tyłek, to może Ci odpuszczę.”- zaśmiała się Outerka.

 

***

Usagi przechadzała się po ogrodzie. Nie mogła zasnąć. Endymion za namową Ami, spędza dzisiejszą noc w szpitalu. Merkury zrobi mu dzięki temu szereg badań. Ma zatem czas tylko dla siebie. Usiadła na ławce. Spojrzała w niebo. Było bezchmurne. W powietrzu unosił się delikatny zapach jaśminu. Rozkojarzyła się. Wtem usłyszała znajomy krzyk Minako. Bez chwili namysłu wstała i szybkim biegiem udała się za głosem przyjaciółki. Gdy dotarła na wielki plac manewrowy, o mało co nie pękła ze śmiechu. Widok powalił ją z nóg. Minako skakała na jednej nodze, a Makoto wyprawiała coś z rękoma, jakby chciała odgonić niewidzialną mgłę. Usagi chciała się przemienić, jednak nie miała już swej broszki. Już od tak dawna nie miała na sobie stroju wojowniczki.

Już pamiętam. Ostatni raz byłam Sailor Moon w walce z Galaxią. To było równo wiek temu. Brakuje mi tego. Dziewczyny mogą być sailorkami, a ja nie. To dla mnie straszne. Chcę znów być wojowniczką…

Nagle stało się coś dziwnego. Jakaś niewidzialna siła oderwała dół jej sukni i rękawy. Reszta stroju zaczęła migotać. Usagi czuła, jak materiał opina jej ciało. Gdy na siebie spojrzała, doznała szoku. Miała na sobie kremowy, skórzany stanik oraz szorty w tym samym kolorze. Spodobał jej się od pierwszej chwili. Był inny, niż jej mundurek. Ten był skąpy, odważny, wręcz idealny! Nie myśląc więcej, rzuciła się biegiem do przyjaciółek.

-„Hola hola! Zapomniałyście o mnie! Księżycowy blask!”- krzyknęła blondynka.

Słowa same popłynęły z jej ust. Różowa siła poderwała wojowniczki z ziemi i uniosła na kilkanaście metrów. Usagi zatkało. „Nie! Wracajcie, wracajcie”- prosiła w myślach. W jednej chwili sailorki dotknęły stopami zieleń murawy.

-„Królowo! Co Ty tutaj robisz?”- odezwała się zaskoczona Haruka.

-„Serenity, Twoja moc wzrosła. Poczułam energię równą samemu Saturnowi! To niesamowite!”- dodała podekscytowana Michiru.

-„Usagi, to było bombowe! Zrób tak jeszcze raz!”- prosiła Minako.

Widząc karcące spojrzenie Ruki, zamilkła. Podeszły do niej. Outerki ukłoniły się przed swoją królową, godne podziwu i zdziwienia.

-„Ruka, Michi, dajcie spokój. To nadal ja, Odango.”- mówiła speszona blondwłosa.

-„Serenity, wracajmy do pałacu. Twój strój jest, jakby to ująć, nader wyzywający.”- powiedziała grzecznie Makoto.

-„Jupiter ma rację, nie powinnaś paradować w czymś takim, Królowo.”- wtórował jej Neptun.

-„Chyba macie rację, chodźmy.”- rzekła Usa i razem z przyjaciółkami udały się do zamku.

Outerki spoglądały na odchodzące dziewczęta. Nic nie mówiły. Każda zastanawiała się nad strojem Królowej, tak podobnym do tego, które przywdziewały Trzy Gwiazdy stając do walki. Jednak najbardziej dziwiło je to, co robiła tutaj, zamiast spędzać upojne chwile z Endymionem.

-„Nie podoba mi się to Ruka. Nie tak miało być.”- dodała Michi.

-„Masz na myśli jej strój? Też to zauważyłaś?- spytała druga.

-„Chodzi mi raczej o coś innego. Chibiusa nie została dziś poczęta, poczułam to.”

-„Jak to? Nie zrobili tego?”- pytała zszokowana Uran.

Morskowłosa pokiwała przecząco głową. Zaczynała się martwić. Para królewska musi natychmiast się ze sobą złączyć, a to jeszcze nie nastąpiło. To nie był dobry znak. Ktoś musi unaocznić im powagę sytuacji. Dopóki się nie złączą, nikt nie będzie bezpieczny.

 Coryfight

Opublikowano Bez kategorii | 3 komentarzy

ROZDZIAŁ XVII

Złotowłosa dziewczyna stała na balkonie i spoglądała przed siebie. Podziwiała olbrzymi ogród, zieleń drzew. Wdychała zapachy wiosny. W oddali widziała sylwetki swoich przyjaciółek. Śmiały się, zajadały czymś, co wyglądało jak weselny tort. Chciała w tym momencie być tam z nimi. Z rozmyślań wyrwał ją znajomy głos.
-„Usagi-chan, wszystko w porządku?”- zapytał mężczyzna.

Obróciła się w jego stronę. Mamoru spoglądał na nią ciemnymi oczami. Ślubna koszula była rozpięta ukazując szeroki, nagi tors. Wiedziała, co ją czeka. Powoli położyła swoje ręce na ciele chłopaka. Ten przyciągnął ją do siebie. Ich ciała złączyły się w uścisku. Dziewczyna oddychała nierówno. Nie wiedząc czemu, zaczęła się cała trząść.

-„Będę dla Ciebie delikatny, zaufaj mi.”- powiedział i wziął małżonkę na ręce.

-„Nie boję się, Mamo-chan.”- odpowiedziała.

Król po tych słowach uwierzył w siebie. Położył swoją królową na ich dużym łożu. Sam stanął przed nim. Nie spuszczając wzroku z dziewczyny ściągnął koszulę i spodnie. Teraz był w samej bieliźnie. Usagi lekko się zarumieniła. Kiedy jej małżonek jednych ruchem pozbył się szortów, zakryła twarz rękoma.

Usłyszała, jak usiadł obok niej. Czekała, jak ją pocałuje, obejmie. A poczuła tylko, jak Mamoru rozpina jej suknię ślubną. Otworzyła oczy. Materiał wylądował na posadce. Ciemnowłosy nie patrząc na nią, zajął się rozpinaniem gorsetu. Ten po chwili wylądował obok sukni. Teraz dziewczyna miała na sobie jedynie białą, koronkową bieliznę i pończochy.

-„Mamoru, przestań na chwilę i spójrz na mnie.”- powiedziała Usagi.

-„Coś się stało, króliczku?”- zapytał zdziwiony.

Wtedy coś w niej pękło. Nie rozumiała tylko, co. Jakaś niewidzialna siła złapała ją za gardło. Zabrakło jej tchu. Ciężki kamień spadł jej na serce, przytłoczył, otumanił uczucia. Jakaś moc, coś chciało się przebić do jej świadomości. Bez skutku. Poczuła na sobie dłoń męża. Dotykał jej twarzy, szyi, pleców. Poczuła jego usta na swoich. Zadrżała. Znów mogła oddychać, zmysły pracowały jak dawniej. Gdy otworzyła oczy, zobaczyła męża, który całował jej piersi.

 

Flashback

(Czarnowłosy chłopak nachylał się nad dziewczyną. Opuszkami palców pieścił jej piersi, całował brzuch, potem szyję, usta. Gdy spojrzała mu w oczy, zamarła. Spoglądały na nią ciemne, pełne miłości i czułości oczy. Nie były to oczy Mamoru… )

 

-„Usa? Co się z Tobą dzieje? Jesteś jakaś nieobecna. Zaraz będziemy się kochać, a Ty myślisz, sam już nie wiem o czym.”- skapitulował król.
Usiadł obok żony. Załamał ręce. Rozmyślał. Spuścił wzrok. Na moment wrócił pamięcią do swojego mieszkania. Nie mógł wymazać tamtego szczególnego wieczoru…

 

Flashback
(Siedział w swoim mieszkaniu, miał wszystkiego dość. Odkąd Ona zniknęła, minęły dwa tygodnie. Przez te kilkanaście dni czuł się bezsilny, jak nigdy dotąd. Wariował bez niej. Po roku jego nieobecności znów mogli być razem, a teraz? Jakiś dupek zabrał mu Ją. Świadomość, że była teraz z nim, wpędzała go w obłęd. W efekcie złości rzucił szklanką o ścianę. Szkło rozsypało się po dywanie.
-„Mamoru…”
Usłyszał znajomy głos. Przez chwilę miał nadzieję, że to Usagi go woła. Pomylił się. Dziewczyna o kruczoczarnych włosach przyglądała się chwilę mężczyźnie a potem weszła do mieszkania.
-„Drzwi były otwarte, więc weszłam. Przepraszam.”- dodała i podeszła do potłuczonego szkła.
Zaczęła je zbierać. Pokaleczyła przy tym swoje drobne palce, jednak wcale jej to nie przeszkadzało. Gdy skończyła, poszła do kuchni, aby je wyrzucić. Nastawiła od razu wodę na herbatę. Zaparzyła kojący napój i zaniosła go chłopakowi.
-„Proszę, wypij to, poczujesz ulgę.”- dodała i podała kubek Mamoru.
-„Ulgę? Usagi jest z teraz z tym typem! Boję się, że on ją skrzywdzi, Rei!”- mówił rozżalony.
-„Seiya jest ostatnią osobą, która mogłaby skrzywdzić Usę.”- dodała spokojnie dziewczyna. Usiadła obok Chiby i oparła swoją głowę o jego ramię.
-„W takim razie nic z tego nie rozumiem Rei. Cierpię, szaleję, nie zniosę dłużej tej bezsilności. Czuję, że ona mu ulegnie, że ją stracę na zawsze.”- wyznał.
-„Usagi nie jest taka, ona Cię kocha, przez rok Cię nie zdradziła. Ona nie mogła by Ci tego zrobić.”- dodała cicho i złapała dłoń chłopca.
Zdziwiło go jej zachowanie. Spojrzał na nią. Była taka odważna! Bez ogródek dawała mu do zrozumienia, że nie jest jej obojętny. Dlaczego to robiła? Spojrzał na nią. Była spokojna, rozluźniona.
-„Rei, ja ją kocham, wiesz to. Jest nam pisane być ze sobą. Gdyby nie moje przeznaczenie, wybrałbym Ciebie. Jesteś taka do mnie podobna, taka mi bliska, rozumiemy się bez słów.”- wyrzekł.
Czarnowłosa nie wytrzymała. Ujęła jego twarz w swoje dłonie i złożyła na jego ustach gorący pocałunek. Zawsze marzyła, aby to zrobić. Odsunęła twarz, zabrała ręce, chciała odejść, lecz on ją zatrzymał. Spojrzał w jej oczy i powiedział:
-„Zawsze będę Cię kochał, Rei Hino, ale tylko jako przyjaciółCi dać nic więcej.kę. Nie mogę. ”- dodał i się uśmiechnął.
-„Teraz już wiem, jak zawsze czuł się Seiya, będąc przy Usie, ale nie mogąc z nią być tak, jak tego chciał”- dodała i od razu posmutniała.
Wtedy Chiba zrozumiał. On też się tak poczuł. Zraziło go to. Przecież kochał Tsukino, a czuł, jakby tracił inną miłość. Nie wiedział, kiedy to zrobił, co nim kierowało, co mu nie przeszkodziło, ale złapał dziewczynę w pasie i przysunął twarz do jej. Gładził ją przez moment czule, po czym pocałował. Ona odwzajemniła jego pocałunek.
Obydwoje nie wiedzieli kiedy znaleźli się w jego sypialni. Ona rozpinała guziki od jego koszuli, drapiąc go przy tym, a on rozwiązywał sznurek od jej sukienki. Gdy materiał opadł na ziemię, ujrzał czarną, koronkową bieliznę. Szybko pozbył się spodni. Spojrzeli na siebie. Nie było już odwrotu. Każde mogło w tamtej jedynej sekundzie po prostu wyjść z pokoju, lecz żadne tego nie zrobiło.
Pamięta tylko, że obudził się w nocy. W głowie mu szumiało. Obok niego spała naga kobieta. Przykrył ją. Spojrzał na jej delikatną twarz i od razu przypomniał sobie te chwile spędzone z nią sprzed paru godzin. Była nieziemska, pociągająca, szalona. Robił z nią takie rzeczy, o których nigdy mu się nawet nie śniło.
Poczuł jednak żal. Zdradził swoją przyszłą żonę. Z ich wspólną przyjaciółką. Bolało go to. Nie zauważył, kiedy czarnowłosa się przebudziła. Zauważyła od razu smutek w jego oczach. Przylgnęła do niego jeszcze mocniej. Czuła się jeszcze podlej, niż on sam.
-„Przepraszam Mamoru, to moja wina, że na to pozwoliłam.”- powiedziała i zaczęła cicho szlochać.

Chłopak złapał ją za podbródek i powiedział:
-„To przede wszystkim moja wina. Obydwoje wiemy, że to nie powinno było się stać, ale…”- urwał.
W tym samym momencie chmury odsłoniły księżyc. Jego jasne światło wpadło przez szybę odkrywając zgrabne ciało Rei. Znów nad sobą nie panował. Ona poczuła jego zmianę i po raz drugi tej nocy, oddała mu się.

 Copyright

Opublikowano Bez kategorii | 4 komentarzy